Do wygaśnięcia drugiej kadencji Emmanuela Macrona zostało jeszcze osiem miesięcy – kończy się ona w maju 2027 roku – ale kampania prezydencka de facto już trwa, a jej pierwsze odsłony pokazują, że spory będą wykraczać poza granice Francji.
Głośno zrobiło się wokół ingerencji z zewnątrz w kampanię. Powodem był wpis Elona Muska, w którym oskarżył jedną z francuskich kandydatek na prezydenta o zdradę. Francuski szef dyplomacji odpowiedział twardo, dając jasno do zrozumienia, że jego kraj nie zamierza akceptować prób wpływania z zagranicy na wewnętrzną debatę wyborczą. To sygnał, że kampania 2027 może – podobnie jak niedawne wybory w innych krajach Zachodu – toczyć się częściowo w cieniu sporów o zagraniczne wpływy i dezinformację w mediach społecznościowych.
Pole kandydatów zaczyna się już rysować. Jean-Luc Mélenchon, lider skrajnie lewicowej Francji Nieujarzmionej, ogłosił start w wyborach po raz czwarty – wcześniej próbował swoich sił w 2012, 2017 i 2022 roku, za każdym razem kończąc poza drugą turą. W ostatniej z tych elekcji zabrakło mu naprawdę niewiele, bo zaledwie kilkaset tysięcy głosów, by wyprzedzić Marine Le Pen.
Dziś jednak to prawa strona sceny politycznej wyraźnie dominuje w sondażach – łączne notowania Le Pen i jej najbliższego współpracownika Jordana Bardelli przekraczają 30 procent, a żaden z polityków lewicy nie zbliża się nawet do tego pułapu.
Równolegle Paryż umacnia swoją rolę w europejskiej architekturze bezpieczeństwa, niezależnie od tego, co dzieje się w Waszyngtonie. Macron zgodził się otworzyć rozmowy z Łotwą na temat włączenia tego kraju do francuskiej koncepcji odstraszania nuklearnego – informację tę potwierdził sam premier Łotwy. To krok, który wpisuje się w szerszy trend: Francja coraz odważniej oferuje swój potencjał nuklearny jako element ochrony wschodniej flanki NATO.
Dlaczego warto to śledzić z Polski? Wynik wyborów we Francji w 2027 roku zaważy na tempie realizacji wspólnych projektów z Polską – od energetyki jądrowej po przemysł zbrojeniowy – a francuskie rozmowy o rozszerzeniu parasola nuklearnego na kraje bałtyckie to temat, który prędzej czy później może dotyczyć również Warszawy.
Courrier.Paris / ViaRegia.Trade (CP), fot. Waldemar Roszczuk



